Od miesiąca słowa nie napisałam. Nie żeby w ogóle nic a nic, bo piszę codziennie – w ramach moich rozmaitych obowiązków nie tylko zawodowych. Nie napisałam nic od siebie. Nie podzieliłam się tym, co myślę. Z nikim. Nie skomentowałam tego, co się dzieje na moim lokalnym podwórku. A tyle się dzieje. Ostatnio.
Dzielenie się myślami i refleksjami to zajęcie podwyższonego ryzyka. Ludzie – co do zasady – wolą się nie wychylać z własnymi poglądami, jeśli w ogóle pozwalają sobie na ich posiadanie. A jeśli przy okazji ich własny ogląd świata odbiega od powszechnie prezentowanego, wówczas lepiej rozmawiać o pogodzie albo wcale.
No i nadeszła długo wyczekiwana zima – to tak a propos pogody. Mamy śnieg, mróz, lodowisko i ferie.
- Gdzie jedziecie w tym roku na ferie? – pytają ci, którzy kilka razy w roku bywają w świecie.
- W Alpy – odpowiadam bez namysłu, choć nawet w Tatry się nie wybieram.
Mogłabym udać, że nie słyszę pytania. Mogłabym odpowiedzieć opisowo, ile kosztuje wyjazd gdziekolwiek 6-osobowej rodziny, która nie mieści się w jednym aucie (zatankowanie dwóch do pełna to wydatek dobrze ponad 500 zł). Mogłabym dorzucić do tego komentarz o polityce prorodzinnej państwa, a raczej jej braku. Tylko po co. Lecimy w Alpy i tyle. A że jest to podróż wirtualna, to już inna para butów narciarskich (także wirtualnych). A do tego oglądamy rozliczne komunikaty meteorologiczne ze stoków – ile centymetrów śniegu, jaka temperatura, ogólne i szczególne warunki narciarskie… Serwis ski po każdym serwisie informacyjnym.
W realu Ania ma sesję (czytaj, uczy się), Zosia chodzi na Nowolipki (na zajęcia plastyczne) i maluje, Staś czyta (nie bez codziennej zachęty werbalnej) „Opowieści z Narnii” i odpoczywa od szkoły, Antek standardowo – u dziadków. Co ja bym bez nich zrobiła?
O pogodzie – i dzieciach – już popisaliśmy i poczytaliśmy sobie. O emeryturach i innych planowanych reformach rządu i samorządu jeszcze nie.
- Jesteś za wydłużeniem wieku emerytalnego do 67 lat? – pyta ankieter-związkowiec przed kościołem, po mszy.
- Hmm. Mam czworo dzieci – odpowiadam pozornie bez związku…
Mogłabym udać, że nie słyszę pytania. Albo odpowiedzieć opisowo. Że ekonomia, demografia, niewydolny system, że Polska do nie Emiraty Arabskie ani nie Norwegia, że jak będziemy krótko pracować, to będziemy płacić wyższe składki, bo państwo to my i nasze składki, podatki, a nie maszynka do drukowania banknotów, że już dziś ponad 600 tys. emerytów (12 proc.) dostaje mniej niż 1000 zł miesięcznie brutto, że też bym chciała krótko pracować i dużo dostawać, ale nijak moje życzenia-roszczenia mają się do arytmetyki i zjawisk demograficznych. Za kilka lat garstka aktywnych zawodowo będzie pracować na rzeszę względnie młodych emerytów, którzy nie będą w stanie przeżyć za głodowe emerytury. Uproszczając problem cały. Popracujemy sobie, czy tego chcemy, czy nie. Byleby praca i zdrowie były.
Uśmiecham się, gdy wierni (sonda odbywa się przed kościołem, jak wspomniałam wyżej) w wieku emerytalnym podpisują się pod ankietą, która ich już nie dotyczy. Życzliwie się uśmiecham. Żeby nie było wątpliwości. Mijam kolegę, emerytowanego żołnierza lat 44 i emerytowanego policjanta lat 37. I też się do nich uśmiecham. Zdążyli przed reformą
- Co ja sądzę o sądzie?
A co może matka studentki prawa i żona sędziego sądzić? Ja nie sądzę. Ja – jak potrafię – walczę, żeby był, skoro jest. Nikt mnie jak dotąd nie przekonał, że lepiej by było, żeby go nie było (choć gwoli prawdy nikt nie zamierza go likwidować, czyli zamykać na cztery spusty). Ma być filią. Ładna mi filia z 90 sekretariatami! Przecież dwa lata temu ten sąd został oddany do użytku. Kosztował 18 mln zł. Czy u nas niczego nie można zaplanować w jakieś dłuższej, nie mówię, że wiekowej perspektywie, ale choćby 10-letniej. Zaplanować i zsynchronizować te wszystkie reformy. Dopracować (patrz leki, apteki…) Żeby ludzie wiedzieli, co ich czeka.
Co nas czeka w nowym, 2012 roku? Dużo wszystkiego. Oby dobrego. Dla każdego. Dla miasta, powiatu, kraju…
Spotkajmy się na lodzie…

Najnowsze komentarze